poniedziałek, 30 stycznia 2017

Kazoku no rikai - 5

Kazoku no rikai
~Ishiki~

     Sarutobi nie przepadał za pracą biurokracyjną. Monotoniczność tej czynności mogła być uznawana za wysysacza dusz, jednak czasem, nie bardzo często jednak, zdarzały się ciekawe sytuacje jak i przypadki. Jednym z nich było pojawienie się Boruto Uzumakiego, który nie istniał w rejestrze. Chłopak bez akt, bez danych osobowych, pojawiający się z nikąd wzbódził od razu opryskliwość Rady. Fakt, że dwunastolatek - a raczej już trzynastolatek -  naprawdę był Uzumakim potwierdziły badania, jakie zostały przeprowadzone podczas jego nieprzytomności. Dało to możliwość sfałszowania dokumentów przez Hiruzena, który wolał mieć oko na nowy nabytek społeczny. Trzymając go blisko Naruto, który tym aspektem bardzo się cieszył, miał możliwość obserwacji, gdyż obaj chłopcy nie rozstawali się ani na krok.
  Od pojawienia się chłopaka minął rok. W ostatnim tygodniu, młody kuzyn chodził mocno rozkojarzony. W momencie wizyty w gabinecie hokage, zerkał rozbieganym spojrzeniem to na starszego chłopaka, to na samego Sarutobiego, zaszczycając też wzrokiem portret Czwartego. Ewidentnie coś go gryzło, i było to chyba bardzo ważną sprawą. Dopiero dzisiaj, dwunastego listopada, Boruto przyszedł prosząc o pomoc jak i radę. Nie było z nim drugiego blondyna.
   Sam młodzian stał niepewnie zgarbiony przed stolnikiem w pokoju, patrząc dziwnie zmrużonymi niebieskimi oczami na starca.
- Jiji, mam sprawę - odezwał się lekko podłamanym głosem, biorąc głęboki oddech. - Czy jest możliwość, by przenieść się do przyszłości?
  Pytanie nie zdziwiło Sarutobiego tak bardzo, jak nagła miana w posturze nastolatka. Stanął sztywno, gubiąc wcześniejszy garb, podnosząc wysoko brodę ku górze. Iskra determinacji przebiegła przez oczy, uderzając w tył głowy Trzeciego. Coś było na rzeczy, a instynkt nabyty podczas wielu konfliktów odezwał się z namiastką niezidentyfikowanych uczuć.
- Co masz na myśli dokładnie? - zapytał spokojnie, sięgając po fajkę.
Uzumaki przełknął ślinę.
- Nie będę owijać w bawełnę. Nie jestem stąd.
- To wiemy, nie ma cię w rejestrze kraju Ogn-
- Nie jestem z tej teraźniejszości - uciął Boruto, zaciskając jedną rękę na nadgarstku drugiej. - Dobrze wiem, że cały ten czas jaki spędziłem w Konoha byłem obserwowany i pilnowany. Dobrze wiem, że specjalnie mnie orzydzieliłeś do drużyny ojca.
Hiruzen zaciągnął się dymem, mrugając zawzięcie.
- Ojca?
Nikły uśmiech na twarzy niebieskookiego lekko go zaniepokoił.
- Wiesz dziadku, że są takie jutsu, które przenoszą w inne wymiary. To tak jakby wyższy rodzaj czasoprzestrzennego poruszania się, które nie ma nic wspólnego z Hirashinem dziadka.
  Ponowne wypowiedzenie określenia członka rodziny przykuło jeszcze bardziej uwagę starego hokage. Najpierw drużyna ojca, teraz dziadek. Przecież nie możliwe, żeby...
- Czyżbyś był bliżej spokrewniony z Naruto? - wypowiedziane pytanie zawisło w powietrzu, dając mocniejszy efekt zaległej ciszy. Chłopak mruknął coś pod nosem, przekrzywoając głowę w stronę okna. Nie odzywał się przez kilka sekund, jednak po ciężkim westchnięciu wrócił wzrokiem do dziadka.
- Tak, jednak nie jestem bratem, jeżeli o to panu chodzi. Moja sytuacja jest niekorzystna - wytłumaczył, biorąc głęboki oddech. Myślami był tylko przy swojej siostrze, która pewnie przez ten rok dużo się zmieniła, jak i przy przepracowanym ojczulku. - Dobrze wiem, że kazałeś mnie obserwować. Nie jestem stąd. To też wiesz. Teraz pewnie tylko pytanie, skąd się tu wziąłem? Cóż, powiedzmy, że ojczulek prawdopodobnie ma więcej wrogów niż rozumu. W dniu pewnego święta, zaatakowano mnie. Prawdopodobnie człowiek, który użył na mnie tego felernego jutsu już nie żyje. Widziałem jak tatko szedł wtedy w moją stronę, ale nie zdążył, przez co znalazłem się tutaj - Boruto westchnął, kiedy skończył mówić. Wreszcie mógł odetchnąć świadomością, że sam jeden nie zna tego wykresu zdarzeń, które to wszystko zainicjowały.
  Sarutobi zamilkł na dobre. Zamknął oczy, marszcząc brwi, przez co na jego twarzy pojawiło się jeszcze więcej zmarszczek. Sytuacja była raczej niecodzienna, fakt. Jednak prosta kalkulacja mogła wytłumaczyć, o co mogło dzieciakowi chodzić. Chciał wrócić. Jedno nie dawało umysłowi Hiruzena spokoju.
- Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz? Od twojego przebudzenia minął prawie że rok. Dlaczego nie powiedziałem wcześniej? Na pewno byśmy coś wymyślili. Jeżeli to co mówisz jest oczywiście prawdą.
   Uzumaki kiwnął głową, robiąc dziubek z ust. Dwie pary rys na loiczkach śmiesznie się rozciągnęły.
- Nic byśmy nie znaleźli, jeżeli chodzi dziadkowi o zapisy w zwojach. Szukałem wszystko, wszystkiego i wszędzie. Tego po prostu nie ma. Ani słowa o przekraczaniu linii czasu.
    To stawia nas w bardziej skomplikowanej sytuacji, pomyślał Trzeci, odpalając na nowo wygasającą fajkę.
***
       Z biura Hokage wyszedł dopiero pod wieczór. Dziadek nie szczędził na ogniu, słuchając uważnie wypowiedzi trzynastolatka. Pod koniec stwierdził, że to niesamowite, oraz, że pierwszy raz spotyka się z takim przypadkiem. Nie dziwił mu się ani trochę.
      W domu Naruto wszystkie światła były pogaszone. Zdziwiony tym faktem Boruto niepewnie otworzył drzwi, chowając klucz od razu do kieszeni czarnej bluzy. W pomieszczeniach nie słychać było ani jednego odgłosu, wydawanego przez inną żyjącą istotę. Blond brew powędrowała ku górze, kiedy w sypialni nie zastał swojego ojca. Był prawie że pewny w stu procentach, że starszy Uzumaki nie planował nigdzie wychodzić. Sprawdził jeszcze kuchnię i salon, jednak nie znalazł żadnych śladów bytu blondyna.
- Naruto? - zawołał, wychylając się przez okno prowadzące na ogród. Odetchnął kiedy zobaczył siedzącego pod drzewem zaginionego, który o dziwo siedział zagłębiony w lekturze. Dopiero po drugim zawołaniu podniósł głowę, uśmiechając się do znajomej osoby.
      Syn Hinaty nie zdziwił się tym, że jego ojciec czytał cokolwiek. Zdążył się dowiedzieć, że tak na prawdę nie wie nic o tym, co rodzic lubi. W tym przypadku jego młodsza wersja okazała się grać na dwa fronty. Z jednej strony był nadpobudliwym, głupkowatym chłopakiem, a z innej - mniej pokazywanej - był martwiącym się o wszystko, lubiącym czytać ninja. Tego się nie spodziewał, z resztą nie tylko on. Sasuke Uchiha nadwyraz dziwnie przyjął do świadomości inną osobowość Uzumakiego, o której nic nie wiedział. Powodowało to zdwojoną frustrację w osobie czarnowłosego. Nic więc dziwnego, że na późniejsze sprzeczki z udziałem tej dwójki nie trzeba było długo czekać.
Teraz jednak, nigdzie nie było w pobliżu wiecznego przyjaciela-rywala, a Naruto mógł znowu zachowywać się jak jego starsza wersja. Ta myśl uderzyła w Boruto z siłą użytej kiedyś na wrogi bijudamy, wywołanej przez wściekłego ojca. W domu pewnie o nim zapomnieli. Znając życie, nawet ojczulek zapomniał, że miał syna. Nie zdziwiłby się za bardzo. On nigdy nie miał dla niego czasu. Za to Himawari na pewno zapomniała. Minął przecież rok, a ona była młoda. Dla niej to pewnie żaden problem pozbyć się członka rodziny z głowy.
Z mniejszym już uśmiechem wyszedł na dwór, kierując swoje kroki do miejsca, gdzie siedział drugi blondyn. Dopiero w połowie drogi coś zdezorientowało trzynastolatka, przez co aż przystanął. Dziwne wrażenie, jakby z ciała ulatniała energia wzmogło się jeszcze bardziej. Zdziwionym długim czasem dotarcia do swojego miejsca Naruto podniósł głowę, by w idealnym momencie zobaczyć, jak jego kuzyn gwałtownie blednie, i po chwili kolana uginają się pod nim gwałtownie. Jinchuuriki zerwał się do biegu, chcąc zdążyć złapać członka rodziny, nim ten zaliczy bliskie spotkanie z podłożem. Grawitacja miała jednak inne plany, przez co Boruto wylądował nieruchomo z twarzą w kępce trawy, nie podnosząc się. Spanikowany Naruto podniósł go szybko, odwracając twarzą do siebie. Klepanie nieprzytomnego po policzku nie pomagało, przez co zaczął panikować.
W momencie największego zgęstnienia emocji starszego Uzumakiego, Boruto odczuwał tylko ogarniające go jeszcze większe zmęczenie, i wrażenie,  jakby zapadał się naprawdę głęboko pod wodę.
***
   Sasuke westchnął, siedząc obok swojego przyjaciela. Ślęczenie przez tyle godzin nad głupimi zwojami nie przybliżyło ich ani trochę do odzyskania zaginionego syna. Minęły dwa miesiące, od kiedy najstarsza latorośl jego rywala zniknęła. Czarne oczy doskonale znały już wszystkie zmarszczki i sińce na twarzy Uzumakiego, które nie zmieniały się już od dawna. Sam Naruto wyglądał bardzo niezdrowo. Jak przemęczony, wyniszczony przez życie człowiek, któremu zostało odebrane wszystko - łącznie z darem myślenia.
Uchiha wrócił myślami do swojej rodziny, nie mogąc wyobrazić sobie, jakby się czuł, gdyby to wszystko zostałoby mu odebrane po raz drugi. Dziwny impuls przebiegł po nerwach w kręgosłupie, a głowa okryta blond strzechą wystrzeliła do góry znad książek. Naruto rozejrzał się dookoła, podnosząc się do pionu, kiedy dziwne uczucie również przebiegło po jego plecach.
- Sasuke? - zaczął niepewnie niebieskooki, zastygając w bezruchu. Z bladnącym licem wskazał na coś za użytkownikiem sharingana, a jego tęczówki zwężyły się gwałtownie.
Zaalarmowany zachowaniem kompana Uchiha odwrócił się gwałtownie, by zaraz po zlokalizowaniu ów punktu niepokoju wciągnąć gwałtownie powietrze.
Na ziemi, ledwo widoczne, leżało ciało Boruto Uzumakiego.

******

* Ishiki - według tłumacza google - jawa (nie zjawa)

Tak więc wstawiam wam to krótkie coś, nie mogąc stwierdzić, czy po tak długiej przerwie od fandomu Naruto dam radę coś napisać. Moim zdaniem wyszło słabo. Za słabo. Postaram się wrócić na swoje śmieci, kiedy uspokoi mi się zakończenie semestralne. Porąbani, sześć sprawdzianów  wciągu DNIA. Ale moje wywody nie są ważne.
Napiszcie, czy da się mnie jeszcze w tym czytać, i dajcie znać w komentarzach. Nie zdziwię się, jeżeli mało osób to odwiedzi. jedni pewnie zaprzestaną czytania po dwóch linijkach.
Pozdrawiam i trzymam kciuki

wtorek, 3 maja 2016

Linczek

Czyli blog, dzięki któremu nie ma tutaj nowego rozdziału. Zapraszam na 

https://wiruseva.blogspot.com

Mam nadzieję, że wam się spodoba :D

piątek, 5 lutego 2016

Kazoku no rikai - 4

  ~Yotei~

 Mocny powiew wiatru uderzał w twarz Naruto i Sasuke, kiedy to oboje skakali z zawrotną prędkością po drzewach. Opuścili już jakiś czas temu Kraj Ognia, kierując się w stronę Suny. Już kilka dni temu – kiedy to Uzumaki poinformował Gaare, że potrzebny będzie ważny zwój, który kiedyś przekazał przyjacielowi – zgarnął ze sobą Uchihe, zostawiając za sobą urząd Konohy babci - gdyż Kakashi senseei zniknął gdzieś bez śladu- i ponownie córkę przekazując pod opiekę Sakury. Kobieta oczywiście nie szczędziła mu krytycznych komentarzy, kiedy z niemrawym uśmiechem wycofywał się z jejposesji mieszkalnej.
  Teraz do Kraju Wiatru dzieliło ich zaledwie dwadzieścia kilometrów, co również wpływało na florę otoczenia. Drzewa stawały się coraz mniej liczniejsze, ptaki cichły, a wszystko wokół wydawało się obumierać. Niestety taki był urok ów kraju, co w dziwny wręcz sposób podobało się czerwonowłosemu Kazakage.
-Ten zwój naprawdę nam pomoże? - zapytał po kolejnej minucie ciszy Uchiha, odczesując palcami grzywkę na bok. Ukradkiem zerknął na zdeterminowaną twarz idioty, i aż westchnął, widząc nieobecne spojrzenie. Z przekąsem trącił ramię przyjaciela prawą dłonią, zwracając tym samym minimalnie uwagę na siebie.
-Stało się coś? - nieobecny głos blondyna jasno dał do zrozumienia, że ten akurat ojciec nie skupiał się za bardzo na otoczeniu, poruszając się wręcz na automatycznych ruchach ciała.
-Pytam się – powtórzył czarnowłosy, wzdychając z rozdrażnieniem. - Pytam się, czy ten zwój jest aż tak pomocny.
  Uzumaki zatrzymał się raptownie, co postąpił również zaraz po nim towarzysz. Zabandażowana dłoń powędrowała na kark, a przemęczone powieki przykryły niebieskie oczy.
- Ten zwój dałem Gaarze, kiedy był u nas trzy lata temu. Obiecałem oddać go, kiedy tylko go znalazłem w biblioteczce Hokage – powiedział, patrząc w końcu na wyczekującego dalszych tłumaczeń Uchihe. - Zapisane tam były stare techniki właśnie z tego kraju.
- No i?
- No i to, że jak go na szybko przejrzałem, była tam właśnie, chyba, technika, dzięki której zniknął Boruto.
  Czarna brew powędrowała ku górze, a czujne oczy wyłapały niepewność w sposobie w jakim stał trzydziesto sześcio latek.
- Martwisz się, czy to zadziała? - bardziej stwierdził niż zapytał, odwracając się plecami do nadal sposąwiałego przyjaciela z dzieciństwa. Parsknął cicho, jednak wyczulone uszy jinchuuriki drgnęły, wyłapując ten cichy dźwięk. - A rzekomo to ty jesteś największym optymistą. Nie martw się. Wszystko da się zrobić.
   Ponownie wznowiony bieg dał czas na przemyślenie wypowiedzianych przez bruneta słów. Naruto musiał przyznać sam przed sobą, że drań ma stu procentową rację. Gdzie się podział ten jego optymizm?Czyżby wyparował przez tę papierkową robotę? Raczej nie,zaprzeczyło od razu sumienie, podsuwając pod oczy obraz smutnej twarzy rodzeństwa. Zawalił. Był tego w stu procentach pewien.Zamiast zajmować się dwójką swoich dzieci, przesiadywał wciąż za cholernym biurkiem, które po każdej wizycie rady znikało za oknem. Shikamaru, który jako jeden z nielicznych raczył mu pomagać z różnymi dokumentami śmiał się wtedy, że w tych przypadkach bardzo przypominał swoją poprzedniczkę. Miał oczywiście rację.Wybuchowość i mocny charakter ewidentnie cechował tę dwójkę kage.
  Z kolejnymi kłębiącymi się niczym woda w przeręblu myślami wyrównał swój bieg z przyjacielem, patrząc na niego z uśmiechem.
- Jak ty coś powiesz – zaczął żartobliwym tonem, o którym ostatnio nawet by nie pomyślał.-Naprawdę dzięki, Sasuke.
- Poruszyło cię stwierdzenie o optymizmie? - uniósł w kpiącym wyrazie usta, jednak zaraz zmienił go na pełen ulgi uśmiech, lekki oczywiście. - Dobrze, że wracasz.
- Tak, dobrze. Nawet bardzo.
   Nieprzyjemnie gorące pisaki okalające teren Suny dały od razu znać, na jakim jest się terytorium. Już z daleka widać było wielkie skalne mury,które dumnie chroniły wioskę. Konohańczycy z westchnieniem zwolnili bieg na tyle, by nie był chodem a szybszym truchtem. Dobrze było widzieć cel swojej podróży. Uchiha już jak tylko wkroczyli w pełne słońce, które wszędzie było takie samo, jednak w tym rejonie grzało kilkukrotnie mocniej, zaczął żartować o możliwej opaleniźnie swojej szlachecko bladej cerze. Na jego zachowanie blondyn jedynie pokręcił głową, jasno odczytując ten jawny akt poprawienia mu humoru. Sam Uzumaki z poddenerwowania zginał i prostował palce w obu dłoniach, starając się chodź minimalnie zmniejszyć nerwy szargające nim od środka. Dziewięcioogoniasty demon siedzący w nim stał na baczność, nasłuchując uważnie czegoś. Co jakiś czas warczał przyjaźnie – tak to przynajmniej odbierał Naruto – informując o jakże trafnym fakcie, że się zbliżają.
  Zastali swojego czerwonowłosego przyjaciela w luce między skałami, która robiła za bramę. Ten krótki odcinek okalał przyjemny cień, którego brakowało w pustej od roślin i wzniesień pustyni. Niebieskooki z małym uśmiechem uścisnął rękę na przywitanie, co tak samo postąpił również Uchiha.
- Gdzie twój płaszcz? - zdziwił się Gaara, nie dostrzegając w odzieniu przyjaciela niczego, co charakteryzowałoby go na jedną z ważniejszych osób w Kraju Ognia.
  Jinchuuriki pokręcił głową, mrucząc coś pod nosem chcąc ominąć ten temat, z czego oczywiście nie skorzystał użytkownik sharingana. Wcinając się kulturalnie w zdanie swojego rywala ogłosił kpiącym tonem – jaki to miał już w nawyku – że młotek zrezygnował z posady na nieokreślony czas. Duże zdziwienie wykwitło na zazwyczaj ponurej i bezwyrazowej twarzy rówieśnika, który nie omieszkał ukrywać się ze swoim zdziwieniem.
- Co się tak właściwie stało? - kolejne pytanie padło od strony Gaary, kiedy to prowadził swoich gości w stronę biblioteki wioski, dostępnej tylko dla ważniejszych urzędników i oczywiście kage. - Jedyne co  mi dałeś znać to to, że coś stało się ważnego i jest ci potrzebny pewny zwój.
- Tak, bardzo ważnego – przytaknął blondyn przymykając oczy, które zaraz otworzył spoglądając na idącego obok Sasuke. - Boruto został zaatakowany i przeniesiony do innego wymiaru.
  Nikły spokój z jakim wypowiadał te słowa wcale nie uszedł uwadze „zimnej"dwójki. Uchiha wyczuwając o co może chodzić, zaczął wyjaśniać na prędce powód swojego przybycia, uprzedzając tym samym markotniejącego z każdą kolejną sekundą przyjaciela.
- Podobno w zwoju znajdował się opis techniki, która do złudzenia przypominała tę, której facet użył na młodym. Za dużo nie wiem, jednak z tego o widziałem w pamięci napastnika, jak i w całym opisie Młotka, wyszło na to, że jest ona podobna do tych charakterystycznych z... Kiri?
- Chodzi ci o rozszczepianie? - podsunął pierwsze lepsze skojarzenie zielonooki, otwierając drzwi kluczem, tym samym wpuszczając ich do chłodzonego pomieszczenia. Mięśnie rozluźniły się pod wpływem przyjemnego chłodu.
- Dokładnie.
- Tylko, że on się jakby.. zdepikselował? - wtrącił swoje trzy grosze Naruto, zaczynając przeglądać wskazany przez czerwonowłosego regał. - Dosłownie wyglądał jak w tych grach, co teraz dzieciaki grają.
- Że tak zaczął się rozsypywać?
   Uzumaki jedynie skinął głową, sięgając po chwili po dosyć mały zwój w niebieskim kartoniku. Otworzył pudełko, które odłożył na tę samą półkę, od razu rozwijając dokument. W środku, oprócz masy drobno zapisanych znaków znalazł cztery sekwencje pieczęci, oraz wygląd poszczególnych etapów jedynej znajdującej się tutaj techniki. Niebieskie tęczówki zawiesiły spojrzenie na jednym z dopisków, i nie odrywały się od tego akurat kawałka zwoju. Cała postawa Uzumakiego również zastygła, i z minuty na minutę nie drgnęła o milimetr. Zaniepokojony stanem rzeczy Sasuke podszedł o te kilka kroków do przodu, wydzierając wręcz zwój z rąk nadal zastygłego mężczyzny.
   Czarne oczy szybko przeskanowały zapisek, który jak na swój domniemany wiek był nad wyraz czytelny, aż nie utkwiły w tym samym miejscu co wcześniej jaśniejsze odpowiedniki. W porównaniu do aktualnie byłego Hokagebrat Itachiego nie zastygł w bezruchu, tylko ze zdziwienia poruszył ustami, jakby wypowiadając jakieś słowa. W tym momencie cieszył się, że Sakura dorobiła mu tak samo rękę jak Naruto, bo w jednej nie dałby rady utrzymać ciągle rozwiniętego zwiniątka. Odwrócił się do blondyna, ignorując pytające spojrzenie wysyłane niczym radar namierzający przez Kazekage, łapiąc kukiełkę w swoje dłonie, potrząsając lekko.
-Naruto, spokojnie, tylko spokojnie – zaczął niepewnie, odwracając głowę w stronę Gaary, i podając mu trzymany zwój. Ponownie przeniósł spojrzenie na przyjaciela, jednak ten zamiast w przestrzeń patrzył prosto na niego.
-Draniu, to nie jest pewne, prawda? - wyszeptał w końcu, marszcząc czoło, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zakrył twarz ręką, nie przejmując się tym, jak żałośnie zapewne teraz wyglądał. Liczyło się tylko to, że szansa na odzyskanie syna malała.
-Co jest w tym zwoju? - brat Temari i Kankoru zmarszczył nos, przerzucając spojrzenie to na blondyna, to na uspokajającego go trzydziesto sześcio latka.Dopiska, że techniki tego typu są ciężkie do cofnięcia. Pozostaje tylko szansa na to, że jeżeli pozbędzie się użytkownika, to jutsu zniknie. Jeżeli nie, to trzeba się liczyć z tym...
-Że samo zniknie co ma bardzo małe szanse na stanie się – dokończył wypowiedź Naruto, ocierając mokre oczy. Nie mógł się teraz kleić, jednak to co wyczytał uderzyło go niczym piorun. Jeżeli tak się sprawy miały by mieć, to naprawdę musi coś wykombinować.
-Musisz mieć wiarę człowieku – odezwał się głośno Kyuubi, leżąc teraz spokojnie w otwartej klatce. Nie miał jak wyjść z ciała swojego kontenera, gdyż nagły przypływ tak negatywnej chakry mógłby tylko zrobić niepotrzebne kłopoty dla mieszkańców. - Jeżeli się nie mylę, nigdy się nie poddawałeś, nawet jeżeli sytuacja była wystarczająco do dupy. Co by twoja matka powiedziała na takie mazgajenie się? Głowa do góry! Albo wyjdę i zmówię się z Shukaku i dopiero poznasz jakie Bijuu są upierdliwe!
-Wydawało mi się, czy coś zawarczało?
-Nom, coś zawarczało – przytaknął blondyn, prostując zgarbione plecy. Demon miał kompletną rację. Jeżeli tak będzie się zachowywał, to nigdy nie znajdzie rozwiązania. A już na pewno nie chciał mieć na głowie dwóch wkurzonych i zmówionych bestyjek. Później będzie musiał na spokojnie porozmawiać z rudzielcem.
    Kolejna wymiana zdań pofrunęła już w kompletne inne tematy, jednak nieprzekraczające dziejących się wydarzeń. Trójka mężczyzn znowu zmieniła miejsce w którym się znajdowali, na mieszkanie Sunańczyka, gdzie od razu się rozgościli. Gaara wypytał jeszcze o dokładniejsze informacje, co się dzieje w Konoha, nie zapominając o swojej siostrze – która założyła tam razem z Narą dosyć szczęśliwą rodzinę.
   Uzumaki nadal jednak kręcił się w myślach wokół zdobytych informacji. Jeżeli znaleźliby ponownie tego gościa z maską, który wpakował ich w te całe bagno, może naprawdę dałoby się coś z tym zrobić.Ostatnie dane jakie dostał od Ino , która przejęła pracę w Wydziale Przesłuchań, były na temat domniemanego stracenia kontaktu z napastnikiem, którego imienia nadal nie znał. Irytowało go to niesamowicie, a fakt, że człowiek ten wyglądał jak pozostawiona skorupa bez właściciela bardzo go denerwował. Teraz nie był pewny, czy mieli do czynienia z kukłą pokroju Sasoriego Akasuny, czy może to była również jakaś technika. Ciało pozostawało nieruchome, nie reagowało na jakiekolwiek bodźce z zewnątrz. Naprawdę było jak skorupa. To nie dawało właśnie spokoju Uzumakiemu. Wszystkie fakty jakie miał z tym przypadkiem kierowały jego tokiem myślenia na dawniejsze lata, kiedy był jeszcze gówniarzem.
Pein.
   To jedno słowo, a raczej imię powodowało u niego ciarki. Kiedy tylko przypominał sobie jakie zniszczenia dokonane zostały przez tego człowieka i ciała które kontrolował, miał czystą ochotę zwymiotować.Nieprzyjemny widok martwych ciał jego znajomych, Shizune, mistrza Kakashiego i wielu innych ludzi nie dawał mu spokoju nawet w tych czasach co żył teraz. Jeżeli dobrze zbadał wraz z Ino, Shiką iSaskue sprawę, możliwe, że Boruto wylądował w czasach, kiedy byli młodsi.        Znaczyło to jasno, że jeżeli czegoś nie zrobią ze ściągnięciem go z powrotem, to młodziak będzie podczas ataku na wioskę, później podczas wojny. Wiele konfliktów, walk i śmierci,która wtedy zbierała swoje żniwo wystarczająco mogło przerazić dwunastolatka.
   Z ponurych rozmyśleń wyrwało go lekkie szturchanie w ramię. Zamrugał zdezorientowany, chcąc jakimś sposobem wrócić do świata żywych,pozostawiając kłopotliwe tezy na późniejszy czas.
-Stało się coś? - zapytał mało przytomnie, odwracając głowę we wszystkie możliwe dla siebie strony. Zarejestrował fakt, że za oknem było już ciemno, na co tylko uniósł brew.
-Wreszcie zareagowałeś – sapnął Uchiha, pomagając wstać przyjacielowi. Ostatnio stał się strasznie opiekuńczy, mruknął głosik wewnątrz Uzumakiego, który znając życie był Kyuubim. - Musimy wracać. Podobno Kiba i jego zwiad coś wywęszyli.
-Irracjonalnie to zabrzmiało.
-To jak powiedziałem o psiarzu? Wiem.
-Taki z niego psiarz co i kociarz – rzucił luźno, ciągnąc za pomarańczową kurtkę.
   Podziękowali za zwój, który jak się okazało Gaara im użyczył, aż nie rozwiążą sprawy, i wyszli z domu rówieśnika. Były jinchuuriki jeszcze jakiś czas kręcił głową za wykłucającymi się o coś rywalami z dzieciństwa, po czym niemo życzył im szczęścia w prowadzonych działaniach.
   O powrocie do Konohy w jeden dzień nie mieli co marzyć. Nawet, jeżeli biegliby wzmocnieni chakrą, nie było szans, by dotrzeć do wioski przed wschodem słońca. Musieli jednak jak najszybciej ruszyć w drogę powrotną, gdyż z późniejszych informacji jakie dostał Uchiha wynikało, że szykuje się coś grubego. I bardzo niebezpiecznego. A nikt nie chciał powtórki z ataku Orochimaru na wioskę, w którym zginął Trzeci Hokage.
   Powrót na szczęście powiódł się na tyle, że koło dziewiątej rano byli z powrotem. Oczywiście zarywając przy tym całą noc, i drogę, którą pokonali biegiem. Konohamaru, którego bezceremonialnie wpakowano na miejsce Kotetsu przy jednej z bram wyskoczył jak poparzony na widok swojego „braciszka". Od razu zasypał prawie że sanninów masą słów, z których oni wyłapali tylko tyle, że Inuzuka wrócił i chodził poddenerwowany warcząc na wszystkich. Akamaru oczywiście włóczył się za swoim panem, ukazując sobą co wiek robi z psem.
-Idź do domu, Sasuke – powiedział blondyn, kiedy ich drogi musiały się rozdzielić. Czarnooki tylko przytaknął, idąc już spokojnym krokiem w stronę rezydencji, gdzie czekała na pewno na niego wkurzona Sakura wraz z zażenowaną Saradą.
    Naruto zaś odetchnął głęboko, idąc się ogarnąć. Musiał wziąć na spokojnie kąpiel i zjeść coś, co nie koniecznie było pysznym ramen. Dom w którym mieszkał przypominał trochę ten, w którym mieszkał jego ojciec wraz z matką. Był podobnego kształtu, tylko bardziej rozbudowane ściany budynku ukazywały różnicę.
   Nie patrząc na nic dookoła otworzył kluczem drzwi, wchodząc do środka. Dzisiaj czekało go jeszcze dodatkowe spotkanie z Kibą, oraz coś równie ważnego.
   Wiszący na ścianie zegar wskazywał kilkanaście minut po dziewiątej rano, co oznaczało, że ze wszystkim się wyrobi. Najpierw doprowadzenie się do porządku, później spotkanie z Inuzuka i to co musiał koniecznie zrobić – odebranie Himawari z akademii. Dziewczynka chodziła do pierwszej klasy, ale zawsze miała lekcje tak samo długo jak Boruto, więc bez przeszkód wracali razem do domu. Teraz ojcowska duma, którą nadszarpnęło zniknięcie starszego syna jasno alarmowała, że nie może zawalić jak z synem. Tak więc nic dziwnego, że na tę jedną chwilę postanowił odetchnąć od wszystkiego, i zając się bardziej swoją małą córeczką.
  Dziewczynka do złudzenia przypominała Hinatę. Robiła często takie same miny,taki sam uśmiech gościł na jej twarzy, oraz w wielu innych sytuacjach zachowywała się podobnie do swojej matki. Hinata była niesamowitą osobą, a fakt, że mała Uzumaki odziedziczyła większość cech po niej, jasno wskazywało, że również będzie wyjątkowym okazem nowego pokolenia.
  Na wspomnienie żony twarz Natruto przybrała markotny wyraz. Dodatkowo stojąc pod prysznicem i pozwalając by woda spokojnie obmywała spięte ciało miał wrażenie, że płacze. Dla niego był to cios, który zdecydowanie nie był taki lekki, jak uderzenie piąstką gennina.
  Oparł gorą ceczoło o zróżnicowane temperaturą kafelki. Westchnął, sięgając po szampon. Tak jakby opuściły go wszystkie siły, które z niewiadomych przyczyn kłębiły się od dawna. Ile to lat minęło?Sześć? Siedem albo osiem? Nie wiedział dokładnie. Ten krzyk Boruto, który widział martwe ciało Hyuugi szybciej niż on.Uderzenie wiatru kiedy gnał na łeb na szyję w stronę, skąd nadbiegł Sasuke. Oraz widok zrujnowanego budynku, w którego gruzach leżało bezwładne ciało granatowowłosej - otoczone posoką, z gasnącymi świetlikami w tych lawendowych oczach. Kiedy dotarł na miejsce Sakura wraz z kilkoma innymi ninja odsuwała gruz, by dostać się do rannej przyjaciółki. Z boku Ino przytrzymywała wyrywającego się do przodu synka znajomych, obserwując rozbieganym spojrzeniem otoczenie. Było po wszystkim, co świadczyło uspokajanie się eksplozji na terenie Konohy, oraz mniej atakujących shinobi.
  A on klęczał,patrząc nieprzytomnie na kręcącą głową Sakure, ignorując otoczenie. Dopiero lekkie szturchanie odciągnęło go od stanu kukły.
   Przymknął oczy, pozwalając sobie na uspokojenie się. Jeżeli będzie rozpamiętywał, to na pewno nie przestanie zachowywać się tak jak dotychczas. Zakończył prysznic, przebierając się od razu we wcześniej przygotowane ubrania. Pomarańczowa bluza, pod to zwykły biały podkoszulek, czarne spodnie i na wyjście standardowe sandały.Nie kłopocząc się z suszeniem włosów zrobił sobie kawy,rejestrując kontem oka godzinę wpół do dziesiątej.
-Wreszcie przestałeś katować swój umysł tymi zdarzeniami – usłyszał pomruk, po którym nastąpił nieprzyjemny trzask kości. Lis się wybudził i właśnie się z lubieżnym uśmiechem rozciągnął. - Wpadniesz dzisiaj do mnie?
-Raczej do siebie – odparł Uzumaki, kręcąc tylko głową. Zalał naczynie wrzątkiem, odstawiając na blat obok siebie. - Zaraz do ciebie przyjdę, muszę tylko coś zrobić.
  Nie czekając na dalsze epitety i inne słóweczka demona, złapał w palce ciastko,które kupił ostatnio. Specjalnie dla Himawari. Z tego co zdążył zauważyć, zniknęła już większa część, a był pewien, że ichnie otwierał. Szybko skonsumował słodycz, w tym samym czasie pojawiając się przed klatką lisa. Ta oczywiście była otwarta –więc lis mógł śmiało wyjść – jednak duma i arogancja jawnie świeciły od niego na kilometr. Jak kiedyś ładnie stwierdził„Marnowanie energii na coś, co ty możesz zrobić od tak nie ma sensu".
   Rudzielec jak zawsze wylegiwał się na brzuchu, a jego dziewięć ogonów dumnie leżało rozwalone na całej posadzce. Niebieskooki szybko wyminął przeszkody, podchodząc do przyjaciela. Tak przynajmniej ustanowili w statusie między sobą, już ładnie kilkanaście lat temu.
   Czerwone oczy z pionową źrenicą nie odczytywalnym wyrazem śledziły każdy krok mężczyzny.
Ecleette znowu ma dziwne uczucie w klatce piersiowej jak myśli o dorosłym Naruto....
-No to spowiadaj się, Kurama – zaczął blondyn, przystając tuż przed pyskiem lisa. - Ostatnio dziwnie się zachowywałeś.
-Dziwisz mi się? - prychnął, przekrzywiając swój wielki łeb. - Ktoś zapierdzielił mojego ulubionego gówniarza, i mam być spokojny? Za dobrze mnie znasz, i pewnie domyślałeś się czemu taki byłem. Nie oszukuj mnie, ja mam swoje lata wiem, ale...
-Ale to nie zmienia faktu, że nadal masz ten swój humorek – dokończył z przekąsem Naruto, siadając na podsuniętej łapie. Oparł się wygodnie o miękkie futro, pozwalając sobie na odpoczynek mentalny. Za dużo się ostatnio działo. Zaczynając od ataku, poprzez nieustanne poszukiwanie istotnych informacji, do tego nieprzespane noce, sprzeczki z przyjaciółmi i na koniec dziwne zachowanie więźnia, który stał za tym wszystkim. Przeżył wojnę, wygrali ją, jednak wtedy byli z nim inni ludzie, którzy musieli wyrażać zgodę na każdy najmniejszy krok. Teraz wszystko miał na głowie.
-Przemęczasz się, smarkaczu – głos lisa wydawał się w tym momencie niesamowicie troskliwy, co na niego nie było raczej normalnym zjawiskiem. Poruszył niespokojnie ogonami, powodując tym lekki wiaterek, który rozwiał krótkie blond włosy. - Jak tak dalej pójdzie, to ci się mózg przegrzeje, a tego raczej nikt z nas nie chce. Po pierwsze, ja miałbym tu saunę, a ty byś kompletnie odpłynął.
-Masz rację.
-Oczywiście że mam!
-Jednak co ja mogę na to wszystko zrobić? - bezradne westchnięcie uderzyło w ściany pomieszczenia, odbijając się od nich echem. - Ciekawi  mnie, co ten gościu miał.. znaczy, jaką miał z tego korzyść. Pozbył się Boruto. Po co?
-Sabotaż? Może to po to, by cię osłabić? - podsunęła bestia, przymykając wielkie oczyska. W płucach zwierzęcia coś zatrzeszczało, a z nozdrzy wydobył się obłok pary. - Każdy wie, że jesteś piekielnie silny. W ogóle cały wasz team siódmy jest jak na sterydach.
-Kyuubi...
-Więc ktoś chce cię osłabić, atakując w czuły punkt. Podstawa udanego ataku, nie? W ogóle ostatnio czułem jakieś dziwne zawirowania chakry, ale myślałem, że to po prostu Konohamaru znowu trenuje – drugą część swojej wypowiedzi wymruczał tak cicho, że nawet sam siebie nie usłyszał.
   W syna czwartego jak piorun strzelił. Szybko zerwał się do pozycji stojącej,wrzeszcząc coś o tym, że jest debilem. Oczywiście z grzeczności Kurama nie zaprzeczył.
  Już po chwili Uzumaki zniknął tak szybko jak się pojawił. Kiedyś nieżywe komórki mózgu ruszyły pełną parą, podsuwając tryliard sytuacji, które mogły być przyczyną tego wszystkiego. Bo jeżeli demon miał rację, to atak na Konohe był oczywisty. Zaraz jednak racjonalne myślenie, które wyrobiło się przez te parę lat w blondynie zapiszczało niemiłosiernie, dorzucając swoje cztery grosze. No bo co jeżeli tak naprawdę to był najemnik? To wtedy znaczyłoby, że za wszystkim stoi ktoś bardziej szkodliwy. No ale oczywiście nie można wykluczyć kukiełkowatego ciała właśnie tego mężczyzny, co zaatakował Boruto i użył to cholerne jutsu
   Wziął głębokiego łyka letniej kawy, by odstawić naczynie zaraz z głośnym stukotem.Wreszcie zaczynał wszystko rozumieć!
   Nie czekając na dalsze „być lub nie być", pognał do ganku, szybko zakładając buty. Włosy miał już suche, a pogoda na zewnątrz nie stanowiła aż takiego problemu jak na przykład zimą. Zamknął drzwi i czym prędzej pognał do Uchihy. W nosie miał, że właśnie miał zamiar wbić się na przyjemną rodzinną atmosferę przyjaciół. Musiał po prostu powiedzieć o takim ważnym szczególe Sasuke.
   Mijał zdziwionych mieszkańców, którzy jeszcze co po niektórzy nie wiedzieli, że wyzbył się tytułu Hokage. W duszy ciągle dziękował swojemuracjonalnemu umysłowi – którym oczywiście byłdziewięcioogoniasty. Teraz dopiero się zacznie.

*~*~*

  Boruto przeciągnął się ociężale, kiedy stukot kroków stanął obok niego. Niechciało mu się wstawać, tym bardziej, że była kochana sobota.Dzień do spania, a nie – wstawaj rano skoro świt i zaszczycaj wszystkich w mig; jak pięknie określił to kiedyś wujaszek Bee,kiedy odwiedził Konohe. Jak na złość do jego przyćmionego przez sen umysłu wtargnęło wspomnienie rapującego ojczulka, który z uśmiechem i dziwnymi słowami przywitał silnego przybranego brata Raikage A. Później przez dobre osiem godzin nie mógł pozbyć się nienormalnych rymów tej dwójki, zaczynając od „ Siema przyjacielu drogi, czas nie był dla ciebie chyba aż taki srogi,yoooo" kończąc na „ Od ramenu nie odwyknę, szybciej chyba kota łyknę!Dattebayoo".
-Zostaw mnie, dateteba...aaaa! Powaliło cię?!
  Zerwał się szybko, mierząc przerażającym spojrzeniem czternastoletniego blondyna, który jak gdyby nigdy nic stał sobie nad nim, parząc jak po głowie rozlewa się woda z mydłem, ozdabiając równie blond włosy młodszego Uzumakiego. Ten rozeźlonym wzrokiem zerwał się z futona, biegnąc do łazienki. Zatrzaskując drzwi usłyszał jeszcze szczery i głośny śmiech Naruto. Nigdy, ale to nigdy przenigdy nie powiedziałby, że jego ojczulek był takim diabłem. Od kiedy tutaj jest, czyli jeżeli się nie myli jakieś blisko miesiąc, zdążył poznać cały młodszy rocznik rodziców, z czego wszyscy wydawali się nad-nienormalni. Szczególnie zmienił się wujek Sasuke, oraz ciotka Ino i oczywiście Haruno vel Uchiha.
 Nigdy więcej nie chce widzieć tych serc w oczach tych poważnych kunnoichi. Na samą myśl wzdrygnął się, wkładając głowę pod strumień wody. Szybko wypłukał jakiś płyn, który użył niebieskooki do tej jakże udanej pobudki, po czym opatulił głowę jednym z dwóch puchowych ręczników. Warcząc pod nosem różnorakie epitety, wyszedł z łazienki, kierując się do małej kuchni.
  Dom Uzumakiego Naruto nie był duży. Liczył zaledwie przedpokój, kuchnie, salon –gdzie stało łóżko – i łazienkę. Dodatkowo widoczna gdzieniegdzie pleśń i podniszczona podłoga wyrażały całą swoją istotą słaby dochód pieniężny dzieciaka. Kolejny element,którego Boruto się nie spodziewał. Dawniej wyobrażał sobie dzieciństwo ojca jako obsypane luksusem i wymogami zachowania, a teraz wszystko sobie zaprzeczało. Szczerze mógł sam sobie przyznać, że naprawdę nic nie wiedział o swoim ojczulku. Nie powiedziałby nigdy, że ten szanowany i uwielbiany przez wszystkich Kage miał takie życie. Z ulicy do złota mennicy? Raczej nie.Blondyn z przyszłości cechował się przesadnym spokojem – który ostatnio zniknął, ustępując miejsce ciągłemu zdenerwowaniu i strachowi, ale o tym dwunastolatek nie wiedział.
-Co dzisiaj jemy? - zagadnął, siadając z rozmachem na krześle. Dopiero po chwili zauważył dziwny wzrok jinchuuriki, który stał przy stole z talerzem obsadzonym kanapkami. - Stało się coś?
   Naruto zmarszczył nos, dokładnie tak samo jak swoja starsza wersja.
-Wiesz – zaśmiał się niemrawo, siadając naprzeciwko kuzyna. - Właśnie sobie uświadomiłem, że mam tak jakby rodzinę.
-Co ci znowu odwaliło? - Boruto śmiesznie wydął wargi, sięgając po kanapkę z serem i szynką. Nie spuszczał jednak wzroku z drugiego blondyna. - No jesteśmy rodziną, no. A teraz jedz, bo mi z głodu umrzesz. A ramen cię nie uratuje.
-Może to i racja – przyznał już z szerszym uśmiechem syn Czwartego, postępując według instrukcji. Nie miał się już czym martwić.
   Po zjedzonym posiłku szybko ogarnęli jako taki bałagan – oczywiście za namową młodszego Uzumakiego, gdyż młody gennin nie za bardzo spieszył się do sprzątania – poszli do staruszka Trzeciego.Blondynek musiał przyznać szczerze, że Sarutobi wyglądał staro.Wczoraj powiadomił ich, żeby przyszli na następny dzień, bo ma dla nich niespodziankę. Trzeba było przyznać, że zdziwiło to nie tyle czternastolatka, co raczej chłopaczka z przyszłości. No bo czego można się spodziewać po takim o Hokage? Oprócz tego, że jak zobaczył za pierwszym razem jego biuro to zaczynał tracić nadzieję, że ręka nie boli. Stos kartek, zwoi i całej reszty papierkowej roboty już przyprawiał go o zawrót głowy
-Tym co dziwiło tak bardzo ucznia Sasuke było to, że praktycznie nie musieli być sprawdzani przez pilnujących wejścia ninja. Od razu bez niczego zostali przepuszczeni, i chcąc nie chcąc mieli przed sobą do pokonania cholernie dużo schodów.
  Bez pukania wbili do pomieszczenia, zastając w nim nie tyle Hiruzena, co i Kakashiego Hatake.
-Siemka sensei! - przywitał się szybko Naruto, stając obok siwowłosego mężczyzny. - Wzywałeś nas staruszku? Po co?
  Sarutobi odłożył jedną z trzymanych teczek na bok, splatając palce obu rąk ze sobą.
-Cóż – odchrząknął, chcąc mówić wyraźniej. - W drużynie siódmej jest komplet uczniów, jednak dla pewnego osobnika musiałem zrobić wyjątek. Rada nie miała nic przeciwko, więc od dzisiaj Boruto będzie z tobą, Sasuke i Sakurą w drużynie
-Ale ja nie jestem nawet genninem – wciął się główny temat zwołanego spotkania, wychodząc do przodu o krok. - Prawnie rzecz biorąc...
-Widziałem twoje zdolności bojowe – głos zabrał Hatake. - Jakby to powiedzieć, jesteś już na poziomie poza akademickim, więc wystąpiłem z przyjęciem cię do mojej grupki. Dodatkowo widziałem jak działasz wraz z Naruto na Uchihe, i bardzo mi się to podoba.
-Czyli..
-Czyli od dzisiaj jesteś na mnie skazany trzy razy bardziej!
   Uczeń sharinganowca skoczył na równego sobie wzrostem chłopaczka,przytulając go po przyjacielsku z wielkim uśmiechem. Zaraz jednak sposępniał, kiedy uświadomił sobie coś bardzo ważnego.
-Trzeba cię ochronić przed Sakurką.
-Nie boję się jej – gładkie zaprzeczenie padło z ust brata Himawari. Szczerze, to sam nie wierzył w swoje słowa. Haruno była groźna, kiedy się denerwowała. Już szczególnie patrząc na jej starszą wersję, która była najlepszą medyczką na świecie zaraz po oczywiście babuni Tsunade, która tak właściwie chyba nie umarła. Zdaniem blondyna żyła ona sobie spokojnie wyglądając na trzydzieści siedem lat, pijąc po barach sake. Ta z tych czasów zapewne też właśnie tak robiła.
-To co? Kiedy robimy wreszcie trening? - energiczne pytanie i kolejny przeskok Naruto tym razem skierowany na Kakashiego wytrącił z równowagi junnina. Ironio losu.
   Szarowłosy zatrzymał ręką swojego nader aktywnego ucznia, który już chyba znalazł sobie życiowe zajęcie jako zając. Hatake westchnął,przenosząc spojrzenie na nowy nabytek. Oh, już on wiedział jak dzieciak potrafił walczyć. Obserwował nie raz wspólne trening i jego i Naruto, z czego wywnioskował nie tyle to, że oboje mają niesamowicie chaotyczny sposób na atak, co niesamowitą nić porozumienia między tą dwójką. Nawet bez słowa, wystarczyło jedno spojrzenie, a już wiedzieli co zrobią. Co oczywiście utrudniało im niekiedy atak, bo jeden wiedział co zrobi drugi.
-Dzisiaj po południu na naszym polu? - rzucił luźno, niby pytaanniee..
-Okey! - dwaj blondyni pokiwali energicznie głowami, by zaraz pożegnać się i wybiec z pomieszczenia, zostawiając w nim tylko wysłużonych ninja.
-Kakashi – zwrócił się Sarutobi do swojego ulubionego junnina, odpalając przy okazji fajkę. - Nadal nic nie wiadomo kim jest Boruto?
-Nie – pokręcił z dezaprobatą głową, przymykając jedyne widoczne oko. - Nadal szukają, jednak wszystko wydaje się być niezgodne z naszymi danymi. Kurenai przypuszcza, że mógł on pojawić się tutaj za pomocą techniki.
-Jutsu? Czy to nie jest czasem mało realne?
-A patrzenie w szklaną kule jest normalne? - odbił piłeczkę Hatake, przecierając kark ręką. - Wychodzi na to, że trzeba albo zapytać wprost dzieciaka, albo po prostu zostawić to w spokoju. Na sto procent nie jest klonem wychodowanym przez Orochimaru, więc na pewno nie jest szpiegiem.
-To mocne argumenty, Kakashi. Mam nadzieję, że z niczym nie przesadzimy.
-Ja też, Hokage-sama. Ja też..
  W tym czasie Naruto ciągnąc za sobą kuzyna, gnał przed siebie, prosto do mieszkania Uchihy. Nie mógł się nacieszyć z faktu, że wszyscy będą razem w drużynie. Od kiedy pojawił się w wiosce drugi Uzumaki,czarnowłosy nie miał lekko. Non stop zaczepiany przez dwóch żartownisiów nie miał nawet czasu na odwdzięczenie się jakimkolwiek przytykiem, więc tak całą trójką dogadywali sobie,śmiejąc się. Sasuke nie był już taki opryskliwy, i coraz częściej się uśmiechał – przynajmniej do Uzumakich, bo dla fanek na czele z Yamanaka i Haruno nie był nadal w stanie być miły,przynajmniej o trzy stopnie.
-Co dzisiaj porobimy? - zapytał od razu starszy blondyn, wbijając do domu przyjaciela przez okno. Dobrze wiedział, że akurat ten człowiek nie otworzy mu szybko drzwi, więc wolał bardziej męczące wejście.
-Nie wiem, usuratonkachi – przywitał się jakże kulturalnie Sasuke, przywalając lekko pięścią w ramię pomarańczowego dresiarza. - Cześć Boruto.
-No hey –  uśmiechnął się. Mimo dalszego nieprzyjemnego uczucia, że ta osoba jest jakaś nie-tego-ttebasa, nie mógł przestać się uśmiechać w jego obecności. Świadomość, że ten czarnowłosy chłopak w dziwnych ciuchach ze skarpetkami na rękach był jego wyepikszonym (cokolwiek to znaczy, i czy w ogóle istnieje takie słowo) mistrzem. Który różnił się w tym momencie niesamowicie od swojej młodszej wersji. Ciekawe co wujek Sasuke powiedziałby na to, że wykiwał jego młodszą wersję już nie jeden raz.
-Właśnie! - krzyknął niebieskooki jinchuuriki, podskakując w miejscu. - Boruto będzie z nami w drużynie! Fajnie, fajnie nie??
   Uchiha parsknął na debilne zachowanie przyjaciela, a syn właśnie tego twardogłowego ninja ponownie zastanowił się, dlaczego staruszek nie zachowuje się tak jak przy ich pierwszym spotkaniu w domu. Był spokojny, i poważny, jednak nadal wesoły. Tylko nie aż tak. Od tamtego momentu blondyn skakał wszędzie jak kula energii, nie przypominając siebie kompletnie. Jakby udawał.
  Chłopcy szybko uzgodnili wszystkie sprawy, jakie mieli do uzgodnienia, a o których autorka nie ma pojęcia, po czym wyszli we trójkę z domu.Godzina zbliżała się pierwsza, więc spokojnie- jeżeli wyścig„kto pierwszy" można nazwać spokojnym –skierowali swoje kroki na pole treningowe numer siedem. Nie przejmowali się Sakurą, gdyż różowowłosa od razu wyczuje gdzie jest jej kochany Sasuke-kun. Ygh. Biedaczysko. Że też świat obdarzył go taką zniewalającą urodą.. W tym momencie Boruto zwija się ze śmiechu na podłodze.
  Czy teren,gdzie mieli się spotkać był duży? Nie. Polanka na uboczu, gdzie oficjalnie ochrzczono ją polem do treningów numer siedem nie była duża. Można powiedzieć, że swoją powierzchnię miała wymiarów połączonego terenu klanu Hyuuga. Tak, zdecydowanie. Dla syna Hinaty różniła się tylko mniejszymi śladami zniszczeń. Ot niewielki,chyba, szczegół.
- To co, czekamy na nich? - zapytał jak gdyby nigdy nic dwunastolatek, patrząc na zasapanego Uchihe. Zdecydowanie, z tego świata miał niezły ubaw.
- Nie chce mi się siedzieć bezczynnie – Naruto z niewyraźną miną podszedł do jednego z drzew, wdrapując się na nie błyskawicznie bez użycia rąk. Widząc to, czarnooki nie mało się zdziwił. Przecież chodzenie po drzewach mieli dopiero zaczynać ćwiczyć.
- A jak na złość siadasz sobie na najlepszej gałęzi!
   Boruto szybko wbiegł na te samo drzewo, siadając trochę niżej od ubranego w pomarańczowy dres gennina. Już tydzień, albo dwa, zauważył, że tak naprawdę jego ojczulek ukrywa swoje zdolności. Dodatkowo utwierdził go w tym przekonaniu zaskoczony wyraz twarzy Sasuke,który stał pod tym dużym dębem, patrząc do góry.
- Sasuke temeee – zawołał niebieskooki, wychylając głowę w stronę dziedzica sharingana. - Czemu tak dziwnie patrzysz?
- Bo się nie uśmiechasz głupio – wykrakał z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc się nadziwić na dziwne zachowanie hiper aktywnej blond osóbki.
   Uzumaki parsknął śmiechem, jednak nie takim „sztucznym" i głośnym, tylko normalnym. Przymrużył oczy, zasłaniając je długimi rzęsami.
- A wiesz, że nie wszystko jest takie jak się wydaje?
  Mój ojciec ma rozdwojenie jaźni,chyba pomyślał nie-gennin nie mogąc się doczekać dalszego rozwoju wydarzeń. No bo jeżeli się nie myli, to teraz wyjdzie na jaw prawdziwe zachowanie tego wrzeszczącego Twardogłowego Ninja Konohy. Oj będzie ciekawie.

--------------------------------------------
*Yotei - plany
Dzień dobry?
Dzisiaj dodaję czwarty rozdział kochanego psia mać KnR :) poprawiałam go osiem razy, ale i tak pewnie jest wiele błędów - jak nie ortograficznych, to stylistycznych. Za które oczywiście przepraszam. Zapewne zabijecie mnie za taki od czapy - powiedzmy że tak to ujmę - rozdział. Nic się w nim nie dzieje moim zdaniem, aale! Następny rozdział już normalnie chyba wydłubie wam oczy swoimi dziwotami :D Teraz biorę się za przepisywanie WwK więc nijak mam czas nawet na śniadanie. Czerpię wenę puki jest xD
To jeżeli chodzi o sprawy ofieszynal... w ogóle był ktoś na koncercie Imagine dragons? Ja tak! Oh jak epicko *w* jak ja ich kooochaaaaaaaaam!
Pozdrawiam Ecleette!

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 14

   Głośny gwizd wydobywający się z czajnika obudził śpiącą Sakashi. Dziewczyna warknęła pod nosem dokładnie nic nie znaczące słowo, podnosząc się powoli z kanapy. Od wczorajszego dnia bolała ją głowa. Azura stwierdziła po matczynemu, że jest to spowodowane dorastającymi hormonami. Co oczywiście nie było przyczyną, i dobrze o tym wiedziała. Kiedy tylko Masaomi wybył z domu, całując po drodze policzki swoich kobiet, obie wymieniły znaczące spojrzenia, z czego zielone oczy szesnastolatki drgały nerwowo już wtedy.
   Od tamtego momentu czuła się coraz gorzej. Nie miała kaca. Nie zatruła się jedzeniem, ani nic. Zakręcając kurek z kuchenki odetchnęła wyraźną ulgą - wreszcie cisza. Jej matka wybyła z domu, informując śpiewnie o swoich planach na szalone zakupy. Typowa kobieta.
Z szafki wyjęła porcelanowy kubek, wsypując kawę. Szybko zalała, nie przejmując się parzącym metalem dzbanka. Odłożyła z powrotem czajnik, opierając się o blat. Mimowolnie czujne oczy skierowały się na zwój stojący uroczyście w koncie salonu. Ten sam zwój, który miała na plecach w drodze do Konohy.
   Poczuła pulsowanie w skroniach, za które natychmiastowo się złapała. Na szczęście nic nie trzymała w dłoniach, bo by ten przedmiot wylądował na ziemi z głośnym trzaskiem zapewne. Szybko wytargała z szuflady saszetkę zostawionych specjalnie dla niej tabletek, zjadając od razu cztery. Popiła wodą kranową, wzdychając z ulgi jaka nadeszła po bólu. Ostatni raz kiedy miała takie dolegliwości, znaczyło to coś bardzo złego. Samo w sobie posiadanie takich umiejętności komunikacji jak ona sprawiało wystarczająco komplikacji z migrenami. Od maleńkiego te objawy stawały się co rusz silniejsze, aż w końcu zaczęła zażywać coraz to mocniejsze leki. Rodzice nie przejmowali się wówczas tak bardzo tym, gdyż to w rodzinie Azury było normalne.
  Sakashi wzięła w swoje długie palce kubek z wrzącą kawą, wychodząc z kuchni. Jak miała w zwyczaju, kiedy zaczynały się te katuszo-podobne-cosie, zamykała się w pokoju nie wychodząc z niego do końca dolegliwości. Ojczulek oczywiście walił kilka razy dziennie w drzwi, chcąc się upewnić, czy jego kochana córeczka jeszcze żyje, czy zamieniła się w dziwnie umarłe zwłoki - jak to kiedyś podczas pewnej rozmowy określił. Do dzisiaj jak mają okazję jedząc ciastka wspominają te chwile, kiedy to coś działo się nie po ich myśli, a zamieniali to w najzwyklejszy żart.
  Usiadła w sowim koszyku, wpatrując się uważnie w widok za oknem. Konoha różniła się pod wieloma względami od Suny. Zaczynając od otoczenia flory i fauny, idąc przez kulturę, aż w końcu kończąc na niezawodnych stylach mieszkańców. Była tu od zaledwie tygodnia, jednak nie ciężko się domyślić, iż szybko zaklimatyzowała się w nowym otoczeniu. Już rozumiała co jej rodzice mieli na myśli, kiedy próbowali wytłumaczyć się swoimi nagłymi przenosinami. To było po prostu miejsce godne wygodnego życia.
  Zwróciła oczy na kąt swojego pokoju. Zawsze było w nim ciemno - znaczy od tygodnia - i pusto. Teraz jednak ewidentnie ktoś tam siedział.
- Czeeeść!~ - zawołał cień, machając do niej ręką. Ręko-podobno-czymś.
- Mam paranoje przez te migreny - westchnęła rudowłosa, podkulając pod siebie nogi. Starała się ignorować dziwne wizje, jednak ta jedna nie dawała jej spokoju. Ponownie przeniosła wzrok w felerny kąt, dostrzegając nadal w tym samym miejscu ten sam cień, z takim samym machającym gestem. - Ty tu naprawdę jesteś, czy jestem pojebana?
  Cień wstał - chyba - z zajmowanego miejsca, podchodząc bliżej szesnastolatki. Im bliżej światła, tym bardziej powinien być widoczny. On jednak wciąż był cieniem.
  Zielone oczy rozszerzyły się do granic możliwości, kiedy na swoim ramieniu poczuła dłoń. Zimną, lodowatą wręcz dłoń. W obronnym geście rzuciła w "to coś" kubkiem z kawą, samej odskakując jak najdalej. Nie wyczuwała chakry od istoty, co utwierdziło tylko tezę o byciu w genjutsu. Wyciągnęła z szafki nocnej kunai, mierząc czubkiem w ewentualne zagrożenie.
- Coś ty? - zapytała, czując się jak Roszpunka z patelnią. Tylko zamiast "ktoś" powiedziała "coś".
  Cień poklepał się po policzku, przekrzywiając głowę. Nie wiadomo kiedy w jego dłoniach pojawił się metrowej długości kij, luźno opierający się o udo postaci.
- Nie ładnie mówić coś, do istoty żyjącej - skarcił, sądząc po głosie mężczyzna, kiwając z dezaprobatą głową. - Jak tak bardzo zależy ci na mojej godności, to jestem nikim ważnym. Takim sobie GRACZEM. Wiesz, patrzy, obserwuje, ewentualnie wystawia swój kolejny ruch. Taki sobie gracz.
   Okno otwarło się na oścież, wpuszczając mocny podmuch wiatru. Puls podskoczył chunnince dwukrotnie, przez co głowa zaczęła boleć dwa razy mocniej. Spojrzała, jak przynajmniej przypuszczała, w oczy jegomościa, a w głowie od razu jej zaszumiało. Zdziwiona nienormalnymi odgłosami klepnęła się w tył potylicy, ignorując na moment ewidentnie wroga. Dopiero oddech na jej policzku gwałtownie zwrócił jej uwagę na gościa. Stał centralnie przed nią, dotykając jej czoła swoim.
- Jesteś bardzo interesująca, Sheru.* Bardzo interesująca.
   Wrzasnęła, kiedy cień gwałtownie wniknął w nią. Piszcząc, zaczęła wyklepywać z siebie to coś, lub raczej w panicznym odruchu chciała to zrzucić. Tak szczerze, to ten moment miał być inny, ale piosenka Warriors idealnie zmieniła moją wenę w tym momencie - śmieje się Ecleette, mrużąc swoje zmęczone oczy. No ale wróćmy do naszej dre-dziary :D

Obudziła się z krzykiem, zrzucając z siebie koc. Przerażona rozejrzała się po pomieszczeniu, stwierdzając, że jest już wieczór. Zaraz po chwili do pokoju weszła Azura, niosąc w ręce ciastka z kakaem. Widząc swoją córkę obudzoną, uśmiechnęła się ciepło. Szybko jednak ten wyraz zszedł z jej twarzy, kiedy to dziewczyna rzuciła się wręcz w objęcia mamy. Na szczęście napój był w butelce, więc nie rozlał się. Co innego z rozwalonymi teraz ciastkami na posadzce. Zdziwiona brunetka objęła niepewnie drżące ciało swojego skarbu.
-Heeey - zamruczała spokojnie, klękając wraz z córką na puchowy dywan. - Co się dzieje? Sa-chan, hey, spokojnie.. Jestem, spokojnie!
- Byłaś cały czas  w domu? - zapytała cicho, nadal nie puszczając ciepłego ciałka swojej rodzicielki. Ta kiwnęła tylko głową na zgodę, kołysząc się w przód i w tył.
- Cały czas siedzę w domu - przyznała, odchylając się do tyłu by móc spojrzeć w oczy córki. - Co się stało?
- Nie wiem. Widziałam przecież jak wychodzisz z domu. Tato to samo. Dlaczeg...
- Siedzę przy tobie non stop. Pewnie śniło ci się to.
- Tak... oby. To na pewno sen.

*~*~*

   Naruto zmarszczył śmiesznie nos, wlepiając swoje oczy w kwadrat. Dokładnie plansze, która stała bezpardonowo między nim, a Obito. Jak znalazł się w tej sytuacji, że spokojnie siedział sobie i grał w warcaby? Nie wiedział. Zerknął na twarz Uchihy, a widząc na niej skupienie niczym podczas podejmowania działań wojennych, parsknął połowicznie śmiechem. Szybkim ruchem złapał swój najbliższy pionek, i nim czarnooki się skapnął, zbił kilka kolejnych figurek. Przeciwnik, a jakżeby inaczej właściciel czarnych krążków frustracji aż odchylił się do tyłu na tyle, że po chwili leżał plackiem na podłodze. Znowu przegrał.
   Obserwująca ich od dłuższego czasu Rin zaśmiała się, składając zwoje o wiadomej tylko sobie treści. Niesamowite było, jak Namikaze przyciągał do siebie ludzi. Młody miał w sobie tyle sympatii, że nie sposób nie lubić. Ba. Uwielbianie byłoby w tym przypadku lepszym określeniem. Wystarczyło spojrzeć w te niebieskie oczy, zobaczyć ciepły uśmiech, i od razu człowiek jest w sieci tego aniołka z rogami. Zdecydowanie Naruto był takim aniołkiem. Niby słabowity, kruchy, ale jak przywali to dziesięć metrów za tobą. Właściwie przekonał się o tym właśnie niedawno w sumie Obito. Nie mało brakowało, a przez swoją nieuwagę złamane miałby cztery kości. Lepiej nie wymieniać które. W ogóle ostatni tydzień był dla nich niesamowicie pracowity. Mieli za zadanie naprawić poniekąd fakt, że żyli. Tak więc zaczynali od zmiany spisu ludności, poprosili o zlikfidowanie ich imion i nazwisk z grobów, później znalezienie mieszkania, ponowne zaklimatyzowanie i cała reszta ważnych spraw z etykietką "Do zrobienia natychmiast".
  Przetarła ręce zwracając swoją uwagę na milczących warcabistów? Na obrazek jaki zastała przewróciła tylko oczyma, wychodząc z pomieszczenia. Zaraz miał przyjść Sasuke, którego bez przeszkód wysłała do sklepu. Zapewne Hatake również się napatoczy.
 Obito zaś zawzięcie ciskał ostatnim pionkiem jaki jakimś cudem odratował z miażdżącego przycisku blondyna. Nie przejmował się teraz tym, że postępuje pochopnie.
- Obito-san - przerwano mu jakże ważną kontemplacje nad kolejnym ruchem pionka. - Wygrałem.
   Ręka Naruto przesunęła warcab w taki sposób, że biedny - albo i nieeeee~ - Uchiha zastygł w bezruchu. Zerknął na miejsce obok kolan gennina, tylko po to, by upewnić się, że wszystkie jego żołnierzyki w kolorze czarnym leżą sobie tam spokojnie. Pierdzielone, leniwe, zdradzieckie pionki. Miały wygrać, a nie leżeć sobie spokojnie po stronie przeciwnika. Wszystkie. Czuł się wykiwany i porzucony.
- No nie wierzę. Normalnie nie wierzę!
- To uwieerz!
- Nie!
- Tak!
- NIE!! - złapał się za przydługie włosy, wyrywając kilka. - Przegrałem! Nie dość że w grze, to jeszcze zakład!
  Blond brew uniosła się ku górze,  a niebieskie oczy przyciemniały.
- Znowu założyłeś się z Kakashim-sensei? O co tym razem?
- O nic - machnął od niechcenia ręką, jakby odganiając natrętną muchę. - To Tylko moje oszczędności na najbliższy miesiąc.
- Trzeba było tak od razu! - ponownie szybko nim czarnowłosy zdążył zareagować, Namikaze obrócił plansze tak, że teraz on miał czarne, a Uchiha białe. Dokładnie w tym samym momencie do pomieszczenia weszła Rin, a obok niej - ironio - Kakashi. Widząc swojego przyjaciela z dzieciństwa, który z głupią miną wpatrywał się teraz w obojętny wyraz facjaty dzieciaka, podszedł aż bliżej.
- Co jest, Naruto? - zapytał jak gdyby nigdy nic, dosiadając się do podopiecznego.
- Tak jakby przegrałem - powiedział ze smutkiem, wypychając wargę do przodu w geście dzióbka. W duchu aż pękał ze śmiechu, widząc blednące oblicze swojego nowego nauczyciela. Zdecydowanie, aktorstwo miał w małym palcu. - Czy coś się stało?
- N-nie! Tak w sumie...
- Kakashi! - przerwał Obito, wyskakując do przodu niczym żaba. - Dawaj moją nagrodę! Wiesz ile się głowiłem nad tymi szachami?
- Warcabami...
- Cicho. To szachy. - wystawił rękę w niemym oczekiwaniu. Szarowłosy z męczeńską miną wyjął z kabury portfel, wyciągając ku zaskoczeniu Naruto dobre czterdzieści pięć tysięcy jenów.*
- Wy jesteście normalni? - wysapał z trudem, nie mogąc uwierzyć o jakie kwoty zakład się rozchodził. Czarnowłosy podskoczył ponownie, porywając pieniądze w swoje objęcia.
   Nie, żeby nie odpalił części młodemu. W końcu to dzięki niemu zdobył tyle forsy. Wybiegając z salonu szczerzył się jak wariat, przez co pomarszczona prawa strona twarzy w połączeniu z tym uśmiechem nadawała mu raczej wyglądu szaleńca, niżeli miłego człowieka. No co poradzisz. Szybko wpakował do portfela kwotę, idąc teraz zdecydowanie spokojniejszym krokiem z powrotem do miejsca jakże wyczerpującej rozgrywki. Przy stoliku siedziała już Rin, a zostawiony przez niego Naruto rozmawiał o czymś zawzięcie z kaszalotem. Usiadł obok brunetki, posyłając jej znaczące spojrzenie.
- Wiecie, - zwrócił na siebie uwagę obydwóch głów - mam dla was z Rin ważną wiadomość.
- W ciążyś? - palnął Hatake, przez co oberwał w potylicę od swojego ucznia. Nie, żeby delikatnie.
- Nie. Nie jestem w ciąży.
- To dobrze.
- Tak, zajebi...
- Żenimy się! - przerwała mu gwałtownie Nohara, uciszając tym samym rywali. Atmosfera w pomieszczeniu zgęstniała, a wszystko wydawało się być jakimś domkiem dla lalek. Nikt nie ruszył się przez dobre kilka minut.
- Że niby ślub? - drżący głos junnina zdziwił wszystkich.
   Kolejny raz tego dnia drzwi otworzyły się, a przez nie wpadł rozradowany Sasuke. Wypuścił z rąk trzymane siatki, wgapiając się z szerokim uśmiechem w dalekiego kuzyna. Nie przejmował się niczym, oprócz tego,  że jego nowy edukator zbladł jak cholera.
- I ja się dowiaduję ostatni?! - wrzasnął uczeń Minato, podrywając się do pozycji stojącej. Szybciej niż sam Żółty Błysk pochwycił w ramiona przyjaciół z drużyny, obracając się z nimi wesoło. Oczywiście ów dwójka nie miała pojęcia co się właściwie działo. W sumie to kto wiedziałby co siedzi w tej szarej głowie.
Roziskrzony wzrok Kakashiego objął jeszcze raz postawy przyjaciół. Nie mógł powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu. Teraz pozostało jednak jedno pytanie..
- Kto się oświadczył?
Plaśnięcie zza jego pleców jasno sugerowało, że Naruto zderzył swoją rękę z czołem. Facepalm.
- Ja - przyznał z wymieszaniem irytacji i rozbawienia Obito. Wszystko potoczyło się po ich myśli. Wrócili do wioski, odbędzie się ślub, mają pod dachem jeszcze jednego Uchihe, a znając swoje zapędy niedługo będzie ich gromadka. Mimowolnie skrzywił się na wizję budzenia w nocy.
   Do późnego wieczora przegadali, to poruszając temat ślubu, a to nowej drużyny siódmej, a to teraźniejszej Hokage. Głównie takie sprawy na porządku dziennym. No prawie.
Kiedy zegar wiszący nad kominkiem oznajmił godzinę dwudziestą trzecią, Naruto przeprosił za długi pobyt w ich domu. Wstał trochę kulejąc, bo noga nadal nie chciała się na tyle zaleczyć, by móc normalnie funkcjonować. Oparte o komódkę stały jego kule, które wybłagał zamiast jeżdżenia na wózku od swojej babci. Jeszcze raz przeprosił, jednak nim postawił niezgrabny krok ku drodze powrotnej do domu, został zatrzymany przez ramię starszego spadkobiercy sharingana.
Odwrócił w jego kierunku głowę, czekając na wyjaśnienie ów zajścia, czego od razu się doczekał.
- Zostań jeszcze. Możesz u nas przecież nocować - rzucił ciepłym tonem, klepiąc lekko blondyna po ramieniu. - Sasuke się będzie cieszył, a ty nie będziesz się musiał męczyć z skakaniem do domu, nie?
- Na pewno mogę?
- Niooooooom. To jak?
Naruto zamyślił się, dosłownie w ciągu czterech sekund.
- No dobra.
   Z triumfalnym uśmiechem wziął dzieciaka pod rękę, prowadząc z powrotem w głąb mieszkania. Namikaze westchnął tylko, nie mogąc nic poradzić na zaistniałą sytuacje. Nie ładnie jest odmawiać starszym, kiedy chcą ci pomóc.
  Kiedy minęła tak gdzieś druga w nocy, gennin pożegnał się, idąc powoli do wyznaczonego przez ciotkę Rin - jak kazała się nazywać kobieta - pokoju. Nie było w nim za wiele widać, gdyż ciemność za oknem skutecznie utrudniała dostrzeżenie pewnych detali. Usiadł na łóżku, które postawione było po przeciwnej ścianie od okna. Materac ugiął się cicho pod ciężarem jego ciała, a mózg chłopaka automatycznie ruszył z analizą ostatnich dni. Martwiło go, że Kyuubi zamilkł. Zazwyczaj na dobranoc wykłócali sobie wszystkie bezsensowne sprawy, a teraz demon umilkł. Naruto mruknął pod nosem, biorąc zaraz po tym głęboki uspokajający oddech. Zamknął oczy, przenosząc się przed klatkę ogoniastego.
  Przywitała go cisza, oraz spadające monotonnie krople wody z rynien. Spokój jednak nie gościł w jego duszy, ustępując miejsca lekkiemu przerażeniu. Strach o dziwne zachowanie przyjaciela nie dawał mu spokoju.
Podszedł kilka kroków, a zza krat wyłonił się pysk lisa. Ku zdziwieniu blondyna, demon popatrzył chwilę w jego oczy, po czym zacisnął mocno powieki owijając się ogonami dookoła. Kolejne kroki przybliżyły go jeszcze bardziej do bestii. Sądząc po zachowaniu tysiącletniej istoty, nie mógł w sumie nic wyczytać. Przekroczył przerwy między kratami nie spuszczając wzroku z wielkiej kulki rudej sierści.
- Kurama - zaczął ostrożnie, dotykając ręką jednego z ogonów. Śmiało mógł poczuć jak mięśnie pod skórą się napinają. Choć wydawało by się, że dziewięcioogoniasty zaraz zerwie się z rykiem, atakując tym samym swojego sakryfikanta, nic takiego się nie stało. Rudzielec jak się położył tak leżał w bezruchu. - Wszystko w porządku?
   Cisza kuła w uszy. Dosłownie.
- Nic mi nie jest - odwarknął buńczucznie lis, odchylając jeden ogon, by mieć lepszy widok na swojego jinchuuriki. Zaraz jednak jego spojrzenie skruszyło się jakby, kiedy dostrzegł mizerną formę gówniarza. - Ja..
- Nic ci nie jest - odetchnął ni to z ulgą ni roztargnieniem gennin.
   Czy te odwiedziny miały jakikolwiek sens, skoro już po chwili zniknął sprzed oblicza Bijuu? Nie wiedział. Prawdą było, że już po chwili siedział z powrotem w swoim tymczasowym łóżku, wgapiając się bezczynnie w sufit. Miał już pewność, że Kurama nie atakuje od tak. Zdecydowanie zachowanie lisa wykazywało skruchę pomieszaną ze wstydem i czymś, co dla niebieskookiego było w stu procentach obce - wręcz nienaturalne - w postawie lokatora. W głębi duszy, czyli tam, gdzie Kurama nie miał dostępu, cieszył się z jakiejkolwiek reakcji na swoje pytanie. Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się odpowiedzi. Sam fakt, że przyjaciel zareagował na słowa był jak wystrzelenie petard w święto.
   Pół nocy - czyli to co zostało patrząc na późną godzinę zakończenia konwersacji z przyszłym małżeństwem - rozmyślał nad najbliższymi dniami. Głównie martwił się testem drużynowym. Niby wiedział, co planował szarowłosy, jednak strach, że będzie musiał czekać kolejne lata by być w końcu w swoim własnym zespole i móc wykonywać misje wyższe rangą. Bo miał dosyć specjalnych egzaminów, jednorazowych wypadów za wioskę z obcymi shinobi i kompletnego braku czasu na spędzanie go z rówieśnikami. Były z tego również plusy, które zaliczały się głównie do znania praw administracyjnych wioski, bliskiego kontaktu z przybraną babcią i całodniowego zezwolenia odnośnie czytania zakazanego zwoju podczas nieobecności głowy wioski - choć to ostatnie raczej nie zalicza się do dobrowolnego zachowania.Nie był przecież jakimś tam chrzanionym celebrytą (mój komputer nie łapie takich celebryckich słów x'D). Powinien być traktowany jak każdy dzieciak w jego wieku.
   Ziewnął głośno, poprawiając się na łóżku. Kołdry nie naciągał na głowę, pozwalając jej zwisać swobodnie z krańca wyrka - że tak nazwę ów mebel. Zmęczenie dało o sobie znać dopiero w momencie zamknięcia na dłużej powiek. Głowa w tej jednej chwili stała się niczym z ołowiu i tak już zostało. Ciemność w pokoju dodatkowo ukoiła przeciążone całym dniem i dużą ilością światła oczy, pomagając pogrążyć się w błogim stanie niekontaktującym z otoczeniem. Naruto po prostu zasnął.
  Na korytarzu zastukały kroki, a chwilę później drzwi w pokoiku otworzyły się wpuszczając zarówno przyćmione światło  lampek w holu jak i głowę okalaną brązowymi włosami. Rin uśmiechnęła się ciepło patrząc na spokojnie śpiącą blond czuprynę. Weszła po cichu do środka, przymykając uchylone okno, przez które zdecydowanie wpadało do środka za dużo chłodnego powietrza. Nie chciała by przez ten nagły nocleg chłopak się rozchorował.
   Rzuciła tylko szybkie spojrzenie na nikłe światła latarni rozmieszczonych na ulicy pod oknem. Ani żywej duszy. Pokręciła tylko głową na swoją dziwną intuicję, którą wyjątkowo teraz zignorowała. Gdy zamknęła drzwi, za oknem przebiegła postać ubrana cała na czarno. Widoczne były tylko piekielnie żółte tęczówki, które zniknęły równie szybko co ich właściciel.

*~*~*

   Namikaze klął cicho w głowie, walcząc z mocną chęcią pozostania pod cieplutką kołdrą. Czuł się wyjątkowo niedobrze. Możliwe, że spowodowane było to późnym pójściem spać. Tak, na pewno to tego wina. Z nieprzyjemnym uczuciem wystrzelił ku kuchni, czując nagły zapach czegoś przypalanego. Licząc na spalone jedzenie nie spodziewał się zobaczyć spalonych kilku garnków, wśród których stał sobie ze spanikowaną miną Obito, ściskając w ręce podpaloną ścierkę, na której została sporej rozmiarów czarna plama po gaszonym ogniu. W następnej chwili do pomieszczenia wpadła zbulwersowana Nohara - jeszcze przynajmniej Nohara - wyrywając szmatkę i waląc nią po głowie narzeczonego bezceremonialnie wywaliła go za prób kuchni. Posłała tylko pokrzepiający uśmiech do nastolatka (zapomniałam ile on ma lat! czy ktoś może pamięta?!). Wzięła się za ogarnianie spieprzonej przez jakże niesamowitego Uchihe kuchni, oraz przygotowywanie nowego śniadania. Pod nosem mruczała coś tam do siebie, prowadząc tak jakby monolog dwuosobowy? Chyba tak. Siedzący na krześle Naruto machał nogami w powietrzu, gdyż zbytnio nie sięgał nimi podłogi. Z tego co zauważył na zebraniu pierwszym drużyny numer - szczęśliwy siódmej - był z trio najniższy. Nawet ta dziwna różowa głowa była dłuższa od niego! Być mniejszym od dziewczyny, hańba, nosz hańba!
   Dzisiaj mieli mieć walkę, albo raczej teścik z małymi, uroczymi dzwoneczkami. Przynajmniej tyle dowiedział się wraz z Sasuke, kiedy to Hatake zmył się w sobie znane miejsce. Wypytany Obito od razu zaczął energicznie opowiadać jaki to test postanowi stworzyć im nauczyciel. Głównym pomysłodawcą okazał się być nieżyjący Czwarty Hokage, czyli nikt inny jak ojciec blondyna. Kiedy tylko padła wzmianka o Minato, niebieskie oczy rozszerzyły się, a sam synalek zaczął wchłaniać niczym gąbka każde wypowiedziane słowo. Począwszy od opisu walki, po którym stwierdził jakże dobitnie o zajebistości swojego staruszka, idąc przez krytykowanie debilnego zachowania czarnowłosego i gburowatego humorku syna Białego kła. Nie ma co, ciekawa z nich była wówczas banda.
- Naruto? - szturchnęła go w ramię brunetka, machając patelnią przed oczami zamyślonego chłopca. Ten widząc w końcu narzędzie, przez które większość mężczyzn traci przytomność odskoczył odruchowo z piskiem, wywracając się na krześle.
- T-tak ciociu? - wystękał, zbierając się z twardej ziemi. Zdecydowanie niewygodny materiał te panele. Bardzo twarde tak jakoś.
- Poszedłbyś obudzić Sasuke? Zjecie i odstawię was na pole - wyjaśniła, wyciągając rękę w pomocnym geście, z czego blondyn z ulgą skorzystał. - Jednak nadal uważam, że to za wcześnie byś walczył. Niby minął tydzień od tamtego dnia, ale do licha jasnego, nadal chodzisz o kulach! Przecież..
- Chodzę o nich dla spokoju Tsunade - przerwał. - Znając ją, wsadziłaby mnie najchętniej na wózek, zabraniając jakiegokolwiek samodzielnego poruszania się, nie wspominając o porządnym zakazie na trenowanie.
- Ale mimo wszystko...
- Będzie dobrze! Lecę obudzić tego debila.
   Wyszedł dosyć szybko z kuchni, uśmiechając się z zakłopotaniem. Nie był przyzwyczajony, że tyle osób martwiło się o jego zdrowie. Jak dotychczas, jedynymi takimi osobnikami była babunia i Shizune. Nie zapominając o zboczonym Jirayji. Koniec. Normalnie tłumy. Teraz zaś dodatkowo zyskał dwóch zapewne bardzo dobrych kumpli, ciotkę, możliwe że wujka, nauczyciela i w sumie to tyle. Przerażała go pomału ta liczba. Czuł się w takiej sytuacji niekomfortowo. Zdecydowanie nie był przyzwyczajony do takiego zachowania względem siebie.
  Bez pukania wparował do sypialni rówieśnika i... wybuchł szczerym śmiechem.
Sasuke leżał rozwalony na pościeli. Akurat część ciała od pasa wzwyż znajdowała się owinięta szczelnie na podłodze, zaś nogi zgięte w kolanach ulokowały się jakimś zakichanym cudem na samej krawędzi łóżka. Słysząc śmiech Namikaze, czarnowłosy poruszył się gwałtownie, zwalając się kompletnie na dywan, który służył mu w pokoju za podłoże. Nadal nieprzytomnym wzrokiem spojrzał w kierunku drzwi, a sterczące we wszystkie strony świata kłaczki zasłoniły mu dokładniejszy widok.
- Naruto?
Nie otrzymał odpowiedniego wytłumaczenia, tylko kończące wybuch radości prychnięcie, a następnie informację, że spóźni się na zebranie drużyny. Nie trzeba było długo czekać na reakcje. Zerwał się natychmiast z ziemi, plącząc przy okazji swoje nogi w rozrzuconej pościeli. Epicki koziołek spowodowany zaplątaniem, ratunek przed dalszym turlaniem i najszybszy bieg na jaki stać nadal śpiącego człowieka raczej nie był codziennością w monotonności jaką znał Sasuke.
  Drzwi od łazienki trzasnęły, a niebieskooki pokiwał tylko z dezaprobatą głową. Tego się nie spodziewał. Idealny pan Uchiha, z tego co słyszał od mieszkańców, był uosobieniem spokoju, opanowania i suchego humoru. A on widział go z perspektywy roztargnionego, wesołego i uśmiechniętego dziedzica starego bardzo, bardzo, bardzo klanu.
  Wrócił nadal uśmiechając się z zachowania przyjaciela. Podziękował za podstawione na stole kanapki, zabierając się za ich konsumpcje. Kiedy był już w połowie swojej porcji, do kuchni wpadł zdyszany Sasuke, a tuż za nim Obito. Obaj mieli mokre włosy, przez co przykleiły się one do ich twarzy.
- Te śniadanie jest nienormalne - skomentował Naruto, kręcąc tylko głową. W odpowiedzi otrzymał tylko perlisty śmiech Rin, i ciche warknięcia od członków klanu Uchiha.

*~*~* 

   Wraz z Sasuke byli pierwsi na polu treningowym. Ku ich zdziwieniu, przez długi czas nikt się nie pojawiał. Sądząc po układzie słońca, Sakura spóźniała się już piętnaście minut. To samo junnin. Chłopcy nie wiedząc co ze sobą zrobić, postanowili zagrać w kamień-papier-nożyce. Dopiero kiedy przybyła Haruno, oczywiście w jakże jebitnym różowym kolorze z sercami w tle po ujrzeniu swojego celu życiowego - biedny Sasuś - rywale mieli już niemrawe miny. Dziewczyna podchodząc dłużej, zauważyła w dłoni jednego z nich kunai, przez co przeraziła się nie na żarty. Z okrzykiem "nie rób krzywdy mojemu Sasuke!" rzuciła się do przodu, jednak zahamowała gwałtownie, dostrzegając mnóstwo rys na drzewie, o które się opierali.
- Wygrałem - wysapał Namikaze, kreśląc trzymaną bronią kolejną kreskę w ich prowizorycznej tabeli. - Trzysta-cztery do stu osiemdziesięciu. Nigdy więcej.
  Czarnowłosy pokiwał tylko ze zgodą głową.
- Nigdy więcej.
  Ignorując istnienie różowej stalkerki Uchihy rozpoczęli rozmowę na temat ewentualnego planu, który wykorzystaliby podczas, jakże by inaczej, ewentualnej walki. Oczywiście ta walk będzie miała miejsce, bo Obito zbyt podekscytowany nie byłby zwykłymi testami pisemnymi. To było wręcz oczywiste. Zaraz po uzgodnieniu planu Naruto wstał, krążąc po polu wzdłuż i wchodząc w każde zakamarki. Nie przejmował się dziwnym spojrzeniem panny, cholera, Haruno. Wrócił na miejsce z uśmiechem, kręcąc na palcu swój ulubiony kunai. Już on da pokaz nauczycielowi. Nie ma bata by nie zdali. Zerknął na jedyną dziewczynę w ich małym gronie. Może jednak jest szansa nie zdać...
  Cztery godziny przesiedzieli w spokoju, z rosnącą coraz większą irytacją. Kiedy na polane wskoczyła kunnoichi dobrze znana chłopakom, targając za ucho siwowłosego mężczyznę z maską do połowy twarzy, warknęli wspólnie. Wstali z zajmowanych miejsc, czyli tak właściwie spod drzewka, i naskoczyli na swojego nauczyciela.
- Jak tak spóźnić się?! Jaja se facet robisz?!
- Wiecie, czarny kot..
- Już ja ci dam czarnego kota! - Rin ciskała piorunami z oczu, szarpiąc z coraz większą siłą za ucho kolegi. Nie pozwoli takiego zachowania, nie, ona nie ma zamiaru tolerować takiego zachowania! Choćby miała sama dopilnować co do minuty!
- Zaczynaj lepiej sensei, bo ciocia cię zaraz zabije.
   I chcąc nie chcąc, w trosce o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne wziął się za tłumaczenie trójce podopiecznych zadania jakie mają do wykonania. Był lekko spięty, gdyż kobieca furia w postaci pewnej medyczki została na polance, uparcie twierdząc, że nie przepuści mu tego wszystkiego.
   Hatake stanął przed gotową na jego wyzwanie trójcą, licząc w głębi duszy na niewiadomego talizmanu szczęścia. Nie wiedział co będzie z rozromantyzowaną Haruno, bo nie znał jej zbyt długo. Według danych jakie posiadał dziewczyna wykazywać powinna się niesamowitym sprytem i inteligencją. Była trzecią najlepszą uczennicą, mimo swojego debilnego wręcz ślepego zauroczenia zwanego potocznie miłością.
Drugi był Uchiha. Samo nazwisko mówiło dużo. Ten ród ma to akurat do siebie, że nie ważne jak bardzo byś ich zirytował, oni odpowiedzą ci ze zdwojoną siłą. Pyskate to i wredne. Co jest raczej dziwne, gdyż zazwyczaj zachowują najnormalniejszy na świecie obojętny wyraz twarzy. Pewne jest, że członkowie ów klanu są silni. Już jako dzieci zaczynali przecież szkolenie.
No i na koniec mała encyklopedia. Namikaze Naruto. Jedno słowo określające tego chłopca? - problemik. I to dosyć spory. Kakashi wiedział, że młodziak opanował Rasengana i Hirashin. To wystarczyłby nie na jednego shinobi. Dwa potężne jutsu, które użyte odpowiednio są w stanie zabić wręcz przeciwnika nie wróżyłyby pięknej przyszłości kopiującemu ninja. Gdzieś w głębi duszy miał wrażenie, że nie skończy się to dla niego dobrze, nawet, jeżeli młodziak nie użyłby tych ataków.
   Westchnął, wkładając rękę do kieszonki. Wyjął z niej dwa dzwonki, na widok których czarne i niebieskie oczy zaświeciły dziwnie, a nad głową dziewczyny mógłby przysiądz pojawił się znak zapytania. Co oczywiste nie było możliwe.
- Waszym zadaniem będzie..
- Zdobyć dzwonki - przerwał Naruto, zakładając ręce za głowę. Uśmiechał się lekko, prawie nie zauważalnie. - Jeżeli nie uda nam się ich zdobyć, lądujemy z powrotem w akademii. No ja przynajmniej nie, bo ktoś musi pomagać Babuni w papierkowej robocie.
  Kompletnie nie przejmując się zdziwionymi minami reszty drużyny wyjął jeden z ostatnich kunai jakie mu zostały, pokazując go Hatake. Mężczyzna zbity z tropu wlepiał oko w Chodzącą Encyklopedię. Tego się nie spodziewał. Za plecami usłyszał śmiech kobiety, którą widocznie ta sytuacja rozśmieszyła.
- Masz przy sobie te akurat nożyki? - westchnął załamując ręce. Jego przypuszczenia, że blondyn użyje techniki swojego ojca stały się prawdziwie realne. Dużym problemem dodatkowo okazywał się brak wiedzy, gdzie znajduje się reszta tej unikatowej broni. Oj będzie źle.
- Czyli mamy walczyć z senseiem? - Sakura odezwała się od dłuższego czasu, zwracając tym samym na siebie uwagę trzech przedstawicieli przeciwnej płci. Widoczne uniesione brwi i zdegustowane miny nie były tym, na co liczyła. - Jak mamy walczyć z panem? Przecież możemy zrobić senseiowi krzywdę!
   Powalające stwierdzenie sprawiło, że junnin poczuł się niedoceniony, a nastolatkowie kompletnie zdegustowani zachowaniem rówieśniczki. Czy trójka genninów może uszkodzić poważnie kogoś z wieloletnim doświadczeniem, wyszkolonego byłego ANBU? No chyba, kurde, nie.
Kakashi machnął tylko ręką, zrezygnowany. Wcześniej dał koleżance stoper, który ustawił na cztery godziny.
- Dobra, młodzieży - klasnął w dłonie. - Kiedy powiem start, nie jeszcze nie teraz, zaczynamy test. Macie odebrań te dzwonki. Kto nie zdobędzie go, wraca do akademii. - westchnął, przerzucając wzrokiem po twarzach trójki interesujących nastolatków. - Star...
  Znowu mu przerwano. Tym razem był to gwałtowny atak ze strony Naruto, który już na samym początku zaszarżował z zaskakującą szybkością. Machnął trzymanym kunai'em, celując w szyję nauczyciela. Tak jak się spodziewał, ten odchylił się mocno do tyłu. Namikaze zniknął, pojawiając się w żółtym błysku obok przyjaciela. Sasuke wraz z Sakurą stali nieruchomo, nie wiedząc co się stało w ciągu tej jednej sekundy.
- Hey, zaczynamy! - ponaglił blondyn, ciągnąc dwójkę za ręce w krzaki. Pierwsze co musieli zrobić, to ukryć się. Albo raczej przynajmniej spróbować. Wybadał co aktualnie porabiał mężczyzna, po cyzm obrócił się do kucającej dwójki. Oboje patrzyli na niego jak na jakiegoś kosmitę.
- Prawie miałem dzwonek. Wybaczcie - mruknął z pokrzepiającym uśmiechem, pokazując kawałek czerwonej nitki. Dokładnie tej samej, do której przymocowane były blaszane kulki. Teraz kompletnie zszokował swoich rówieśników. Wyrzucił za siebie niepotrzebny strzępek materiału.
- Trzeba obmyślić plan - zaczęła różowa, obserwując zielonymi oczyma czytającego książkę Hatake.
   Chłopcy wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, i zaczęli dokładnie tłumaczyć dalsze działanie.
   Sasuke wraz z Haruno mieli odwrócić uwagę siwowłosego, zdając się tym samym na szybkość Namikaze. To jemu zostawili zdobycie dzwonków, które tak w ogóle prawie miał po pierwszych czterech sekundach od zaczęcia starcia. Stracili w sumie na omawianiu pół godziny, w między czasie zmieniając co rusz miejsce swojej kryjówki. Nie używając Hirashin no jutsu przemieszczali się między drzewami, lub w przypadku jinchuuriki - na nich. Kilka razy zostali zaatakowani lecącymi shurikenami, które wysłał w ich stronę Kaszalot. Oczywiście wszystkie odbił Naruto wraz z Sasuke, bo zanim Sakura wyjęła broń - kto jej dał takie niebezpieczne narzędzie do rąk? - nawrzeszczała się i napiszczała. Irytowała tym cholernie mocno resztę, jednak co poradzić? No nic nie zrobisz.
   Jako pierwszy do ataku ruszył Uchiha. Schylił się bardzo nisko, sunąc wręcz ramionami po trawie. Odwrócony do niego plecami sensei zareagował szybciej niż mógł się spodziewać. Już po nie całej sekundzie młodziak próbował jakimś sposobem trafić przeciwnika, używając w tym celu rąk i nóg. Siedząca w krzakach Sakura starała się wyszukać gdzieś w pobliżu Naruto, jednak na marne. Chłopak po prostu wyparował, zostawiając ją samą sobie. Wzięła uspokajający oddech, pochwyciła w drżące lekko ręce shurikena, po czym wyskoczyła ze swojej kryjówki celując gwiazdką prosto w plecy zajętego Kakashiego. Ponownie, nim broń trafiła do celu, wskoczyła w zarośla, biegnąc w kolejny punkt wyznaczony przez ich trójkę. Nie przestawała jednak oglądać wymiany taijutsu między ninja, przez co wpadła prawie na drzewo.
   Będący trochę dalej od reszty blondyn, szykował iście genialną pułapkę. Stworzył wcześniej jednego klona, którego zamienił w widzianą wiele razy już książkę Icha Icha Paradisu - bo chyba taki miała tytuł. Była to ulubiona lektura ich nowego nauczyciela, więc możliwe, że uda się go nabrać na tak banalny trik.
  Wziął swojego klona już przemienionego, zamieniając się już po chwili dzięki Henge w małego rudego lisa. W zajętym pyszczku mocno trzymał książkę, nie przejmując się niekomfortowym sposobem oddychania przez nos. Szczególnie zwierzęcy nos. Od razu wyczuł wiele innych zapachów, które zaczęły go dekoncentrować. Musiał jednak trzymać się planu.
   Widząc, jak głowa Uchihy wystaje z ziemi niczym kiełkująca roślina, miał ochotę zaśmiać się na cały regulator. Nie zrobił jednak tego, tylko skoczył z gracją na plecy starszego shinobi, szurając pazurami po kaburze na biodrze. Zaraz jednak musiał uciekać, kiedy to zdezorientowany czarnooki zrzucił zwierzaka z pleców. Widząc co trzyma ów istotka, oko rozszerzyło się do granicy powiek. Naruto będący w dalszym ciągu lisem pognał przed siebie, machając wesoło ogonem. Tak jak przypuszczali - Hatake pognał za przynętom. Wrzeszcząc o oddanie książki, zapomniał kompletnie o teście i reszcie drużyny. Kiedy tylko wraz z lisem zniknęli za linią drzew, do Sasuke doskoczyła różowowłosa, od razu zabierając się za pomaganie w uwolnieniu z objęć matki Ziemi. W głowie jednak śmiała się, że idealny Uchiha zacznie w tym momencie kiełkować.
  Kiedy czarnooki był już wolny, stanęli na środku pola treningowego, uśmiechając się do siebie. Wszystko poszło zgodnie z tym jakże pokręconym planem.
 Minęła godzina, nim obok nich stanął lekko zdyszany syn pani Uzumaki. Z szerokim uśmiechem pokazał im trzymane w ręce dwa dzwonki, na co cała trójka pogratulowała sobie nawzajem.
- Nieźle, Sakura - zwrócił się do lekko roztrzepanej teraz dziewczyny, która mogła śmiało powiedzieć, że jest teraz z siebie dumna. To ona dołożyła plan z lisem, i wyrzucaniem shurikenów. Miało to na celu znaleźć miejsce, gdzie reakcja zamaskowanego ninja jest najwolniejsza. wypadło na lewą stronę pleców, gdzie również na tej części znajdowało się przysłonięte oko.
   Zgodnie stwierdzili, że dalsza ich przyszłość jako drużyny siódmej może nie być jednak taka sztuczna, na jaką się spodziewali.
  Rozpromieniona brunetka, która nadal znajdowała się na polu podeszła do nich, przytulając wszystkich mocno. Pogratulowała pomysłu, i dosyć spontanicznego wykonania go. Problem był taki, że kiedy po kolejnych długich kwadransach nie pojawiał się ich zaczytany junnin, zaczęli się martwić. Na to wszystko Naruto stwierdził gładko, że jeszcze długo go nie będą widzieć.
  A Kakashi Hatake nadal ganiał po lesie podstawione klony. Test można uznać za chyba zaliczony, prawda?

-----------------------------------------------------------------------------------------------

* 45 000 JPY (jen) - to 1447.23 zł w przeliczeniu na PL
*Sheru - według wujka google - skorupa/muszla

Witam, witam. Jak obiecywałam, tak dodałam xD możliwe liczne bezsensowne zdania etc... No ale cóż, było zaliczanie drużyn, było. Było swatanie Obirin? Biło. Wszyscy happy bo mamy nowy rok? Nieee - a przynajmniej nie ja -.-
Pomyślałąm, że walnę wam dedykacje!
Tak więc dla WSZYSTKICH MOICH ZAJEBISTYCH W KOSMOS CZYTELNIKÓW DEDYKACJA TEGO ROZDZIAŁU!
Dziękuję za wiarę w moje jakże wypatrzone pomysły! Pozdrawiam Ecleette!
Happy new year people!
Dużo sztucznych ogni!
Dobrego alkoholu!
Diabelskich odpałów wraz ze znajomymi!
Full uśmiechu na nowy Rok i czego tam se jeszcze chcecie!
Kocham was!
Najbliższy rozdział przynajmniej będzie do końca stycznia wstawiony ;D
To tyle. Kocham was jeszcze raz! Nieeech żyyyje baaaaal~!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Znowu informac

Staję przed wami, po świętach, przed sylwestrem, i ogłaszam:
No chyba nie myślicie, że zapomniałam o tej historii?
Jestem, żyję, wiem co pisać. Problem mam w tym, że zapomniałam kilka wątków... ale dobra. Dam radę.
Chciałabym wszystkich przeprosić za moje zachowanie. Naobiecywałam, narobiłam sobie dodatkowej roboty przez KnR i teraz dupa. Ani tu ani tu rozdziałów. Ostatnio wstawiłam na blogu "łanszotopodobnecoś", co napisałam w cholere dawno. Chciałam tym was przeprosić, jednak z mojej strony wydaje się to teraz okropnie sztywne. Taa. Rzuć chlebek a głodny zamilknie. Bardzo chcę was za to przeprosić. Miałam nawał nauki, testy próbne, sprawdziany, korki, siostrzenice, brak wi-fi i kompa. Mogę się tłumaczyć, Bóg wie ile czasu. Moje sumienie nie znosi takiego zachowania, jedbak dalej ciągnę tą fałszywą farse. Zapewne teraz zjopkacie mnie w komentarzach. Dobra, biore to na klate.
Za pośrednictwem pewnej osóbki, która ostatnio skomentowała, mam dla was ważne info:
Przysięgam, że do godziny 00:00 dnia 31.12/01.01 dodam rozdział czternasty głównego opowiadania. Słońce za chmurami doczeka się posta, który wytłumaczy choć trochę nakręconej w nim akcji. Zaczynając od rodziny Odnio, przez relacje Sasuke z Obito i w końcu spoczynając na szykowaniu się do testu drużynowego.
Wyjątkowo przekroczę dla was liczbę 4 tys słów.
Chciałabym.jeszcze raz przeprosić za moją głupotę, jak i maksymalny, gargantuiczny wręcz debilizm.
Przepraszam.
Tak więc, no.. przepraszam. Od nowego roku wezmę się poważnie w garść.
Tak więc do przeczytania na sylwestra :)